środa, 19 listopada 2014

Wstęp

Cześć, jestem KillMe. Będę prowadzić tego bloga. Postanowiłam założyć go za sprawa przyjaciółki, chociaż nikt z mojej rodziny i (kilku) znajomych o nim nie wie.
Bloga założyłam, bo tak naprawdę tylko w internecie potrafię być sobą (wiem, trochę dziwne). Tylko" na papier" umiem wylewać swoje smutki i żale. Pomyślałam że może prowadzenie bloga pozwoli oswoić mi się z moją codzienna rzeczywistością.
Jestem cichą, przeciętną i nieśmiałą dziewczyną nie umiejącą odnaleźć się w szarej rzeczywistości. Zawsze należałam do typu samotnika, nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół i nikt się mną nie interesował. Wszystkim wydawało się, że taki stan rzeczy mi pasuje, ale to nie prawda. Cierpiałam w samotności. W rodzinie zawsze byłam porównywana do młodszej kuzynki lub starszego brata. Jako małe dziecko czułam się niekochana, niepotrzebna.
Dopiero w przedszkolu ktoś wyciągnął mnie z mojej małej ciemności zanim całkowicie tam ugrzęzłam. Była to Magde, która poznałam dość przypadkowo. Druga osobą był mój bliski przyjaciel, który przyszedł (do naszej grupy) w 5 "klasie". Przyjaźniłam się jeszcze z Miku-chan, jednak ona raz przychodziła, raz odchodziła do przedszkolnej" pięknisi".
Po przedszkolu przyszedł czas na szkole podstawową. Tam nie miałam" łatwego życia". Trzymałam się z chłopakami, stałam się chłopczycą, nie chciałam się uczyć. Całe dnie spędzałam na polu. Nie pomagała mi wtedy też atmosfera w domu - ciągle kłótnie i wyzywania  rodziców, grożenie rozwodem. W szkole żadna dziewczyna nie chciała się że mną zaprzyjaźnić. Do 3 klasy chciałam na samych 2 i 3. Przełomem w moim życiu była wycieczka w 4 klasie. Zostałam wtedy zwyzywana przez mojego najlepszego przyjaciela, a także osobę która mi się podoba od suk i dziwek. Po tym wydarzeniu trochę się załamałam. Jednak postanowiłam zająć się nauką. Przeżyłam wewnętrzną zmianę, odsunęłam się od wszystkich. Nikt się jednak tym nie przejął, wszyscy w klasie mnie ignorowali, a jeśli ktoś do mnie zagadał, to tylko po to aby coś pożyczyć. Jednak mój wizerunek chłopczycy był dalej aktualny. Dalej zachowywałam się bardziej jak chłopak i nie przejmowałam się swoją kobiecością. Mimo iż moje oceny się poprawiły, mój charakter nadal się noe zmieniał i zostałam taka aż do dzisiaj. Jednak, w piątej klasie przeniosła się do nas Kinga. Została moją przyjaciółką i dzięki niej otworzyłam się na innych. Zdobyłam kilka koleżanek, którym jednak nie mogłam zdradzić sekretów skrywanych najgłębiej w sercu. Dalej sama pogłębiałam się w swoim drugim "ja" chcącym zniknąć z tego świata. W czasie szkoły podstawowej jeździłam konno i pływałam. Aktualnie tańcze też w zespole ludowym (od 7 lat), jednak czuję się tam samotna.
Po podstawówce przyszedł czas na gimnazjum w którym aktualnie się uczę. Niestety, rozstanie z przyjaciółką było bolesne. Znowu poczułam się samotna. Po kilku dniach spędzonych w nowej szkole zdobyłam koleżankę, jednak miliłam się. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że obgaduje mnie ona za moimi plecami wraz z innymi dziewczynami z mojej klasy. Wtedy nie byłam już taka ufna wobec niej. Zaprzyjaźniłam się wtedy właśnie z Kin-chan. Ona była dla mnie miła, nie wyśmiewała się, nie szydziła, umiała wysłuchać moich żalów. Stała się najdroższą mi przyjaciółką. Wyratowała mnie z ciemności, wyratowała wtedy, gdy wszystko zaczęło się sypać, wtedy gdy nie chciałam już żyć, wtedy gdy prawie zaczęłam się ciąć, wtedy gdy czułam się bezużyteczna i niekochana, nie nadająca się do niczego. Te wszystkie myśli naszły mnie przez pogarszającą sytuacje w domu, gdy kłótnie były coraz ostrzejsze, gdy podkręcałam muzyke na maksa by nic nie słyszeć. To ona dała mi wtedy powód do życia - powiedziała bym żyła dla samej siebie, bo moja śmierć nie przyniesie nic dobrego - tylko ból i cierpienie najbliższych osób. Ciesze się, że ją wtedy posłuchałam. Teraz jest osobą, której mogę ufać, nie bojąc się, że mnie zdradzi. Poradziła mi abym znalazła sobie jakieś hobby. Wtedy właśnie wkroczyłam w wirtualny świat. Zaczęłam oglądać anime, czytać mangi, pisać opowiadania. 
Na szczęście sytuacja w moim domu się ustabilizowała. Matka wyjechała na leczenie się z nałogu, ojciec jest milszy i spokojniejszy, a ja zaczęłam się dogadywać z moją rodziną. Mimo iż w moim sercu nadal jete pełno niezagojonych ran, czuję, że pnę się do góry, staje silniejsza. Na pewno będzie to długi i ciężki proces, ale czuję, że dam radę. Kin-chan powiedziała do mnie: "Jesteś silna i dojrzała. A wiesz czemu? Bo umiesz mówić o swoich nieprzyjemnych problemach z głową dumnie uniesioną do góry. Nie każdy w naszym wieku tak potrafi." 


To tyle. Proszę, nie chcę spotkać się z niemiłymi komentarzami. Nie oceniajcie mnie po mojej nie miłej historii, bo w końcu odważyłam się kimś z nią podzielić i czuję, że to pierwszy krok do mojego szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz